piątek, 20 kwietnia 2012

Warsztat Pana Boga

W warsztacie Pana Boga nie wszystkie narzędzia są doskonałej jakości, jednak Pan Bóg jako idealny Stwórca radzi sobie z tym co ma. Dowodem na to jest sam człowiek. Od wielu tysięcy lat kulę ziemską zamieszkują ludzie. Przystosowani jesteśmy do różnych warunków jakie nam daje ziemia i klimat. Rodzimy się, dojrzewamy, starzejemy i umieramy.

Sami żyjemy coraz szybciej, przez wieki udoskonalamy nasze narzędzia, poszerzamy zainteresowania, podróżujemy. Rozwijamy się. Nauka pozwala nam wyjaśnić coraz więcej różnych zjawisk i pomaga poznać genezę różnych rzeczy. Potrafimy bez problemu rozróżnić dzieła natury od dzieł człowieka. Często, gdy człowiek  coś wymyśli, zaprojektuje, wykona - stworzy, zastrzega sobie prawa autorskie. Pan Bóg musiałaby na każdej istniejącej rzeczy stawiać swoje logo. Przecież bez Bożego błogosławieństwa człowiek by koła nie wymyślił i nie wykonał... Bez Bożego błogosławieństwa, Jego natchnienia i pomocy, nie mielibyśmy dzisiaj np. Internetu. 

Pan Bóg nie zamknął swojego warsztatu w Księdze Rodzaju po szóstym dniu. Fakt, siódmego dnia odpoczywał, jednak gdy nadszedł dzień ósmy, Bóg odlicza od początku - dzień pierwszy, zróbmy człowiekowi koło, aby mógł szybciej się poruszać i żeby mu ułatwić pracę. Dzień piąty, roku któregośtam, zróbmy człowiekowi Internet, aby mógł się komunikować z innymi, przekazywać swoje myśli, wartości... 

W Bożym warsztacie jest takie szczególne miejsce, w którym Bóg tworzy Nowe Życie. Przecież wciąż na świecie poczynają się nowi ludzie. Przez tysiąclecia, w zależności od warunków rodziło się mniej lub więcej dzieci. Część umierała szybko, część żyła długie lata. W tej części Bożego warsztatu praca ciągle wre. Można wygooglować ilu ludzi chodzi teraz po Ziemi, ilu żyło ileś lat temu... Już za czasów Maryi i Józefa robiono spis ludności w Betlejem. A wielu ludzi przecież nie miało nawet szansy odetchnąć powietrzem, bo zginęli zanim wykształciły im się płucka. Nieraz było to z winy innych ludzi, którzy odbierali Bogu prawa autorskie do tworzenia Życia. Ale było nie raz też tak, że Pan Bóg celowo nie tworzył człowieka "do końca". Jakby zaczął, a nie skończył. Dlaczego tak? Zapytamy Go jak przyjdzie na to czas. Sama jestem ciekawa, po co Bogu mój Kotomi* w niebie i dlaczego nie dał mi się nim nacieszyć... 

Nowe Życie to dla mnie jeden z największych cudów. Szczególnie teraz, kiedy już od ponad pół roku siedzę sobie w tej części Bożego warsztatu, gdzie powstaje Człowiek. To jest piękna i trudna lekcja o tym, jak działa Pan Bóg. Często chcemy od Boga natychmiastowego działania, jakiegoś pioruna z nieba, jakiegoś widocznego znaku Jego obecności... Pstryk i gotowe. Tak "szybko" działa szatan. Pan Bóg działa bez pośpiechu. I Pan Bóg jest z nami bez przerwy. Nawet wtedy, gdy zabierał nam Dziecko - był nie tylko po to, by zabrać i odejść, ale był po to, by nas wspierać i podnosić na duchu. Bóg nie opuszcza swojego stworzenia. To szatan ma w zwyczaju znikać jak już mu nie jesteśmy potrzebni, albo jak robimy się zbyt dobrzy. 

Jeszcze jedna refleksja, na koniec. Moja babcia urodziła czwórkę dzieci, teraz ma ośmioro wnucząt. Ona nie była ani razu u ginekologa. Nie wiedziała co to kwas foliowy, jakieś witaminy, kremy na rozstępy etc. Aż do samego porodu nie wiedziała czy ma synka czy córeczkę. Do ostatnich godzin przed porodem pracowała w polu... W wielkanocny poniedziałek świętowaliśmy 56 lat po ślubie babci i dziadka. 

Panem życia jest Bóg. Nie człowiek.

______________________
* Kotomi - imię naszego Dziecka, które odeszło od nas w 9 tygodniu ciąży.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

O pewnej reklamie

Przeglądałam właśnie ulubione strony i ciekawe filmiki. Po obejrzeniu jednego filmiku na czarnym tle youtube pojawiła się reklama, która sprawiła, że poczułam się troszkę nieswojo... Na długim wąskim pasku widać najpierw zdjęcie dziecka, które leży w jakimś specjalnym łóżeczku, jakby szpitalnym, a zaraz za zdjęciem jest tekst: "Dowiedz się, jak im zapobiegać." 

Pierwsze co przychodzi na myśl - jest to reklama antykoncepcji. Dosyć dosadna zresztą. Bo odniosłam wrażenie, że dla jej autora życie to jest coś o czym decydują tylko ludzie. Stawia on przecież pytanie: "Jak im zapobiegać?" To "im" jest określone tylko przez zdjęcie noworodka, więc nasuwa się pytanie - jak zapobiegać dzieciom? Co zrobić, żeby nie nie było dziecka? I czegóż innego można się spodziewać po kliknięciu w "Sprawdź", jak nie reklamy środków antykoncepcyjnych? Zniesmaczona, bo jestem przeciwna antykoncepcji, kliknęłam, aby utwierdzić się w przekonaniu, że ta reklama jest okropna. Oto co zobaczyłam:
I zdębiałam... Chyba ja mam jakieś dziwne pojęcie reklamy. Bo zawsze sądziłam, że reklama ma zachęcać i zapowiadać produkt/usługę. 

Tu jestem zbulwersowana samą formą - pokazać dziecko i pytać jak go uniknąć, a w odpowiedzi pisać na całkiem inny temat. 
To tak, jakby ktoś bez grosza przy duszy i dachu nad głową prosił o bułkę, a dostałby bilet autobusowy... 
No ale ja, to ja... i różne dziwne, czasem normalne rzeczy mnie "bolą"...

niedziela, 18 grudnia 2011

Nadchodzi! Jest coraz bliżej! Szykuj się!

Coraz bliżej święta. 
Coraz mniej czasu na sprzątanie, zakupy... 
Coraz mniej czasu na przygotowanie serca!
W tym roku święta spędzamy w domu, 
to do nas przyjadą Goście. 
Jest więc tyle do zrobienia, 
aby w te dni wszystko było dopięte na ostatni guzik. 

Trzeba przygotować dom dla Gości.
Trzeba przygotować serce dla Nowego Mieszkańca. 
Bo przecież Chrystus musi mieszkać z nami! 
Nie ma innej opcji :) 
A jest już coraz bliżej.
Czas nagli!

Jak się sprząta i robi zakupy, tego nikomu mówić nie będę. Każdy ma swoje nawyki i przyzwyczajenia. Powiem tylko, co można zrobić w tym ostatnim tygodniu adwentu, aby lepiej się przygotować na Boże Narodzenie. 
Już teraz zrób rachunek sumienia z adwentowych postanowień. Były w ogóle? Jak wychodzi ich realizacja? Może trzeba się jeszcze bardziej wysilić? A jak tam Msza Święta? Jeszcze jest okazja by na nią pójść. A jak już będziesz w kościele to skup się na tym, co tam się dzieje. Rozważ każde słowo księdza i głośno mu odpowiedz. Usłyszysz wtedy siebie samego i będziesz mógł lepiej zrozumieć Eucharystię. 
A lektura Pisma Świętego? Jeśli nie masz czasu na otwarcie świętej księgi to może warto zapisać się na http://www.lcwords.com/ ? Będziesz wtedy odstawać codziennie maila z cytatem do rozważenia. 
Różaniec. Wiem, to nie październik, a różaniec jest długi i nudny... I co on w ogóle ma wspólnego z Bożym Narodzeniem? Jeśli zaczniesz rozważać różaniec, a nie klepać, to całą modlitwę bez problemów odmówisz w ciągu 20 minut. W dodatku, jeśli nie masz, w ciągu dnia 20 minut, to rozważanie tajemnic różańca pomoże Ci podzielić modlitwę na kawałki i będziesz mógł odmawiać ją z przerwami. Np. dziesiątka w drodze do pracy, druga dziesiątka podczas przerwy, bo przecież czasem trzeba se dychnąć :) Potem trzecia dziesiątka podczas powrotu... i tak zostaje już niewiele do odmówienia. Na zachętę dodam, że są tacy zapaleńcy, którzy w ciągu dnia odmawiają różaniec 4 razy - aby każdego dnia rozważyć wszystkie 4 tajemnice ;) Ach, jak pomocne są konkretne intencje... one najbardziej mobilizują do modlitwy. Jeśli nie wiesz, o co i za kogo się modlić (chociaż jak się zastanowisz to znajdziesz masę spraw, które możesz powierzyć Bogu...) to zajrzyj tu: Intencje modlitewne na grudzień 2011 

Wysil się. 
Bliskie jest Królestwo Boże! 
Nie lękaj się, tylko bierz za siebie :) 
Nawracaj się i wierz w Ewangelię.  

piątek, 9 grudnia 2011

Wykopalisko

Zdarza mi się czasami wspominać różne dawne dzieje. I tak też dziś, trochę z nudów, trochę z ciekawości wyszperałam w necie mój dawny ukochany boysband - Backstreet Boys`ów. Ciekawa czy jeszcze w ogóle istnieją znalazłam ich stronkę, z której wynika że z pięciu zostało ich czterech. Znalazłam też coś, co mnie w pewien sposób przeraziło. Chodzi mi o ich koncertowe show z 1999r:

http://www.youtube.com/watch?v=JGxJ7xbZqh4

Na początku zawiało nudą. Łażą wokół sceny jak jakieś roboty, Kevin czasem kiwa głową, jakby chciał dać znać pozostałym, że ruszają dalej - tylko pozostali patrzą w tą samą stronę co Kev, więc nie wiem po co to... Druga rzecz - ich stroje... dresy na nogach a nad nimi jakieś kosmiczne napierśniki. Rozbawiło mnie to. Jednak to co widać w okolicy czasu 3:22 sprawiło, że moja opinia o grupie i o całej takiej popowej inicjatywie przeszła swoje trzęsienie ziemi. Ten fragment koncertu otworzył mi oczy. Mając te kilkanaście lat i zachwycając się piątką mniej lub bardziej przystojnych kolesi z Florydy, pewnie bym nie uwierzyła, że mają cokolwiek wspólnego z... szatanem. A na tym filmiku widnieje jak podpis - czerwono na czarnym kształt pentagramu. Może ktoś uznać, że się czepiam i szukam dziury w całym. Proszę jednak zauważyć, że jedynym źródłem wiedzy o tego typu zespołach, dla kogoś kto wychowywał się bez kablówki, porządnej satelity, nie wspominając o internecie... były gazety: bravo i popcorn. Czyli czasopisma, które zakłamują obraz prawdziwej miłości i promują jej imitację.
Ja dziękuję bardzo za taką miłość, która trwa przez tydzień, a ograbia nas z dziewictwa, zaufania do drugiej osoby i jeszcze wprowadza nieopisany lęk przed przedwczesną, niechcianą ciążą i uczy drastycznej w skutkach antykoncepcji.
Dzięki Bogu to czego się naczytałam za "dziecka" z tych gazet potrafiłam odpowiednio ocenić i nie poszłam za ich głosem. Teraz żyję z Chrystusem szczęśliwa i spokojna o przyszłość. I mówię szatanowi: Nie! Nie masz prawa do mego serca! Zajęte jest przez autentyczną Miłość. 

czwartek, 3 listopada 2011

Jabłko

- Mamo... kupisz mi jabłko? - Zapytała mała Gabrysia.
- Przejdź się do babci, u niej jest ich dużo, bo jabłonki obrodziły w tym roku. - Powiedziała mama. Babcia mieszkała po sąsiedzku i Gabrysia mogła do niej sama chodzić.
- Mamo, ale wiesz, że te jabłka od babci są takie brzydkie, robaczywe! Ja chcę takie ładne jabłko za sklepu! Słodziutkie, a nie kwaskowate! - Zaczęła się dąsać dziewczynka. Wtedy do rozmowy włączył się tata.
- Skarbie, to, że jabłko jest robaczywe, oznacza, że to jabłko jest zdrowe, nie pryskane środkami chemicznymi. Urosło tylko i wyłącznie z Bożą pomocą. Tak jak kiedyś w raju. Panu Bogu nie były potrzebne piękne jabłka, ale zdrowe owoce. - odpowiedział córce.
- No dobrze, rozumiem. Faktycznie, robaki byle czego nie jedzą. Ale jabłka babci są kwaśne i twarde, a Małgosia przyniosła do przedszkola ostatnio takie miękkie, słodkie jabłka, dla wszystkich. Ja też chcę takie pyszne!
- Przynieś, córciu kilka tych twardych jabłek, a ja już coś wymyślę. - powiedziała z szerokim uśmiechem mama. Gdy Gabrysia wróciła miała dwie siatki - w jednej jabłka a w drugiej marchewki. Dała siatki mamie i pobiegła do taty. Mama zrobiła sałatkę z marchewki i jabłka, doprawiła całość szczyptą cukru i cała rodzinka zajadała te pyszności. Mała Gabrysia z pustą miseczką podbiegła do mamy.
- Mogę prosić o dokładkę? Teraz już wiem, po co Pan Bóg stworzył tyle różnych jabłek! Jabłka Małgosi nie pasowałyby do tej sałatki, bo była by za słodka!

poniedziałek, 24 października 2011

Gdzie kończy się rozum - zaczyna się wiara

Już któryś raz próbuję coś tu napisać sensownego, mądrego... Tyle myśli kłębi mi się w głowie, że trudno je pozbierać i poukładać w post... Ale dzielnym trzeba być :)

Przeczytałam ostatnio kilka mądrych książeczek. Jeżdżę teraz dużo autobusami, więc mam na to czas. A że książeczki są branżowe, to też o takich sprawach piszę.

Eucharystia
oznacza dziękczynienie. 
Eucharystią nazywamy także 
Mszę świętą, 
Hostię - Komunię świętą. 

Msza święta to jedno wielkie misterium, czyli tajemnica.
[nudny wstęp:] Przychodzimy do kościoła co niedzielę, odbębnić godzinkę, dla świętego spokoju sumienia i dla nie dawania nikomu powodów do plotek. Żyjemy w końcu w chrześcijańskim państwie i nie pójście na mszę odbiło by się echem... Chociaż są i tacy, którzy afiszują się tym, że nie chodzą do kościoła i mają tysiąc jeden argumentów na swoją obronę. Na wszystko, my Polacy, znajdziemy wymówkę i rozwiązanie. Msza święta jest tajemnicą sama w sobie, ale czy my sami nie powiększamy jej tajemniczości? Wbiegamy do świątyni razem z dzwonkami, jeśli nie razem z księdzem... Stajemy tak, aby ksiądz nas nie widział z ambony. Burczymy pod nosem odpowiedzi wykute na pamięć kiedyśtam, w dzieciństwie. Kiedy możemy sobie wygodnie usiąść, nareszcie jest czas na obmyślenie wszystkich nurtujących spraw z całego tygodnia. Taka godzinka wspomnień, co się działo, i refleksji, co by tu zrobić. A jak kazanie jest o polityce to można posłuchać, żeby się pobulwersować. Cieszymy się, że jakaś babcia z przodu zawsze pierwsza pokazuje kiedy trzeba wstać z siedzącej pozycji. O, ludzie idą na ofiarę - trochę świeżego powietrza dostaje się między ławki. Potem chwilę postać, czasem coś odburknąć i znowu poruszenie - dwa razy klęknąć i znowu spacerki (jeśli nie przepychanki) do Komunii. A ogłoszenia to już nie ważne, poczytamy w necie co nas obchodzi, więc już trzeba wyjść autko odpalić, żeby szybko wyjechać z parkingu.
A można by do tego podejść inaczej. [konkret:] Przyjdź na Mszę 15 minut przed rozpoczęciem. Usiądź blisko ołtarza, abyś dobrze widział co tam ksiądz robi i aby inni ludzie Ci nie przeszkadzali. Wyobraź sobie, że jest tam przy ołtarzu Pan - Jezus Chrystus, ten który umarł jakieś dwa tysiące lat temu i trzy dni później zmartwychwstał. Nawet jeśli nie wierzysz to wyobraźnię masz na tyle bujną, że dasz radę! Wypowiedz w sercu intencję - powiedz Bogu, czego chcesz. Następnie zastanów się co Ci nie wyszło ostatnio, w czym zawaliłeś i po prostu przeproś za to, że bardzo zgrzeszyłeś myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Przyznaj się otwarcie, że to Twoja wina - niestety czasem nawalamy. Tutaj przypomina mi się chrzest Jezusa w Jordanie. Jezus nie potrzebował wcale chrztu. Ale chciał być taki jak każdy Izraelita, normalny facet w tamtych czasach, który wierzył w Jednego Boga miał być ochrzczony, na znak zerwania z grzechem i przyjaźni z Bogiem. Tak samo Jezus, chociaż nigdy nie zgrzeszył - chciał pokazać, że nigdy nie zgrzeszy i jest wierny Ojcu. Jak będziesz śpiewał Chwała na wysokości Bogu to spróbuj zrozumieć każde słowo, abyś wiedział co śpiewasz. Wsłuchaj się w czytania, nie skupiaj się, na tym, że kantor fałszuje śpiewając psalm, ale posłuchaj tego dialogu w którym śpiewasz refren... Czytania to ten czas kiedy Jezus chodzi po Jerozolimie i Judei i naucza w synagogach i nad jeziorem... Posłuchaj też kazania. Poznaj zdanie księdza i jeśli się z nim nie zgadzasz - idź po mszy do niego i porozmawiaj z nim kulturalnie. To jest człowiek, którego Bóg wybrał, aby głosił Dobra Nowinę ludziom. Podejdź do niego wielkodusznie, a nie z pretensjami. A na mszy, po kazaniu - wyznaj wiarę. Jeśli nie wierzysz to wyrecytuj regułkę i zastanów się nad jej słowami. Następnie będzie modlitwa wiernych - czas, kiedy masz okazję sam osobiście o coś Boga prosić. Tylko się dobrze zastanów o co prosić. I nie bój się prosić - Bóg Twoją modlitwę usłyszy. Dalej, gdy ludzie siadają w ławkach a ministranci krzątają się przy księdzu pod ołtarzem, Twój Anioł Stróż zanosi przed oblicze Boga to wszystko z czym przyszedłeś na Mszę. Jak nic nie przynosisz, to jego dłonie są puste i cały się przed Bogiem rumieni ze wstydu. Nie rób obciachu swojemu stróżowi - daj Bogu cokolwiek - choćby podziękowanie za ten tydzień, który minął bez większych problemów. Dalszą część uważa się za nudną, bo to taki monolog księdza. Czasem trzeba się odezwać, przyklęknąć; ale na każdej mszy to samo, te same modlitwy, te same odpowiedzi - nuda i monotonia. Pamiętaj, że swoje problemy zostawiłeś przed drzwiami kościoła i teraz słuchasz uważnie tego księdzowego monologu. Musisz przecież wiedzieć o co on się modli w Twoim imieniu... Przeistoczenie. To taka droga krzyżowa - ofiara Jezusa za nasze grzechy. Jak kapłan podnosi Chleb - Ciało i Wino - Krew to patrzysz na Ukrzyżowanego konającego Boga. Przy słowach Oto Baranek Boży, który zgładził grzechy świata - widzisz zmartwychwstałego! Komunia. Kiedy byłeś ostatnio u spowiedzi? Możesz zjeść opłatek? Jeśli możesz, to ustaw się ładnie w kolejce, przyklęknij przed BOGIEM, który daje Ci się cały - tak się poniża, aby Cie uświęcić! Przyjmując Komunię - Zamykasz w swoim sercu tego, który stworzył ten świat i nad nim panuje. Jeśli nie możesz, bo trwasz w ciężkim grzechu (tzn. świadomym i dobrowolnym) to, żeby mi to był ostatni raz! Daruj sobie przychodzenie na mszę, jeśli nie jesteś otwarty na Chrystusa. Bo to nie ma sensu. To jak przychodzenie na wykłady jako wolny student. Przychodzisz, wiesz co się dzieje, ale nic z tego nie masz na przyszłość. Jezus nikogo nie wyrzuca z Kościoła, Jeszcze. Po Komunii jest uwielbienie. Oj, jak trudno wytłumaczyć co to jest to uwielbienie... Bo organista gra jedną pieśń i od razu przechodzimy do krótkiej modlitwy i ogłoszeń, na których robi się szum, bo niektórzy już wychodzą... Uwielbienie to nic innego jak wyrażenie swojej ogromnej radości, że mamy w sercu Boga! Że On żyje w nas! Że Bóg jest Miłością, której każdy człowiek tak łapczywie i zachłannie pragnie! To Bóg! To ta Miłość upragniona! Już nie na wyciągnięcie ręki, ale w samym sercu! Gdy to sobie uświadomisz - nie sposób nie uwielbiać. Wsłuchaj się w tą krótką modlitwę po Komunii. Posłuchaj ogłoszeń i poczekaj na błogosławieństwo i rozesłanie. Pragnij błogosławieństwa. Błogosławieństwo jest jak odbiór dyplomu zdobytego na studiach. Można obronić magisterkę, cieszyć się tytułem, ale bez papierka niewiele możemy zrobić. Potrzebujemy błogosławieństwa Bożego. Takiego zastrzyku szczęścia z esencji Miłości.

Hostia - Ciało Chrystusa. Wierzymy, że chleb przeistoczony w Ciało Chrystusa na Mszy nie zmienia już swojej istoty. Dlatego konsekrowane Hostie zamyka się w metalowych domkach - tabernakulum. Można rozdać konsekrowany Chleb na kolejnej Mszy, lub zanieść chorym. Można też opłatek umieścić w monstrancji i adorować Jezusa. Kiedyś w pewnym kościele skradziono kilkanaście hostii. Złodziej jednak oddał opłatki. nie było wiadomo, czy te konkretne Hostie są konsekrowane, czy nie. Zamknięto je z niekonsekrowanymi opłatkami w wilgotnej, ciemnej piwniczce kościoła. Zapieczętowano drzwi i po pewnym czasie komisyjnie zerknięto do środka. Hostie niekonsekrowane były całe spleśniałe. Hostie zwrócone - były białe, świeże, jakby dopiero wypieczone. Można je adorować do dziś.

Dziękczynienie. Ta, ciągle trwająca, liturgia, to umieranie i zmartwychwstawanie na każdej Mszy to jest dla nas okazja do życia z Jezusem, tak, jak żyli apostołowie i uczniowie Jezusa te dwa tysiące lat temu. Każda Msza ma nas uświęcać. Chociaż każda ma taki sam przebieg techniczny to my na każdej mszy jesteśmy inni. Mamy inne troski i problemy. Każdego dnia potrzebujemy Bożej łaski. Jezus dziękuje Ojcu, za nas, dziękuje nam, że jesteśmy z Nim, że chcemy współpracować z łaską. My uczestnicząc w pełni we Mszy dziękujemy Trojjedynemu Bogu, za całe dobro, którym nas obdarza.

Eucharystia to jedna wielka tajemnica, którą trzeba jak najczęściej rozgryzać i odkrywać na nowo. Dlaczego trzeba? Bo ona jest odpowiedzią na nasze wszystkie rozterki, pytania, trudności, potrzeby. 

niedziela, 11 września 2011

Miłość od pierwszego spojrzenia :)


Next level

Gdy ileś lat temu siedziałam w szkolnej ławce czasami zastanawiałam się, jak to jest z drugiej strony biurka. Mam za sobą dwie praktyki pedagogiczne, dwa miesiące samodzielnej pracy na zastępstwie, a teraz wypłynęłam na głębię - uczę religii w podstawówce na pełny etat. Odkrywam więc ten świat "z drugiej strony biurka".
Uczę dzieci w klasach od I do V. Treści, które mam im przekazać, dla mnie są bardzo proste, oczywiste. Tematy związane są z Eucharystią i Pismem Świętym. Dzieci często dzielą się doświadczeniami z życia, a następnie dowiadują się o prawdach wiary.
Przykład:
Temat: Jezus zaprasza na Mszę Świętą.
Sytuacja autentyczna z mojej lekcji:
[K]atecheta: Czy ktoś cię zaprosił gdzieś na wakacje?
[U]czeń1: Tak, babcia zaprosiła mnie na tydzień.
[K] Czy ty kogoś zaprosiłeś?
[U1] Tak, Zuzię, ale nie przyszła! - i wskazuje na koleżankę siedzącą obok. Obie dziewczynki bardzo smutne...
[U2] Bo nie mogłam! - od razu się broni.

Tu jest element doświadczenia życiowego - zawód Ani, że Zuzia nie przyszła i wielki smutek i żal Zuzi, bo nie mogła wtedy pójść. To nie ze swojej winy nie przyszła.
I gdzie tu prawdy wiary?
Jezus daje nam zaproszenie na coniedzielną Mszę Świętą. Bardzo się cieszy, gdy w niej uczestniczymy. I jest mu bardzo przykro, jak Ani, kiedy kogoś z nas zabraknie w kościółku. Natomiast, my ludzie wierzący jeśli nie będziemy mogli pójść na Mszę Świętą - będziemy czuć się jak Zuzia - smutni.
W tym momencie dzieci podały piękne świadectwo - w jedną niedzielę miały zaplanowane zawody sportowe i nie wiedziały, ile one będą trwać; nie szło określić, czy zdążą na wieczorną Mszę Świętą. Dlatego dzieci wstały wcześnie rano i poszły na pierwszą Eucharystię. Właśnie wtedy Jezus cieszy się tym bardziej.

Dopiero początek września. Jeszcze wiele przede mną. To wielka łaska od Pana Boga, że mogę pracować z dziećmi, przypominać sobie podstawowe, dziecinnie proste prawdy wiary i próbować oczami dziecka spojrzeć na świat. Przede mną jedne wielkie rekolekcje.
Chwała Panu!

piątek, 19 sierpnia 2011

Przepisy... ruchu drogowego jednakowe dla każdego.

Gdy byłam mała tata zrobił prawo jazdy i kupił samochód. Jeździliśmy dużo i często. Oprócz tych tras po mieście w celu załatwienia różnych spraw i zrobienia zakupów jeździliśmy także do babci na wieś oddaloną o 300km. Podczas podróży tata zawsze zwracał nam uwagę na znaki drogowe i tłumaczył przepisy: kto kiedy ma pierwszeństwo, jaki znak co oznacza, czego się spodziewać, co można, czego nie... 
Mam prawo jazdy kat. B. 
Lubię jeździć na rowerze. Egzamin na kartę rowerową zdałam bezbłędnie.
Na szczęście Tychy mają sieć ścieżek rowerowych :)

Jako, że teraz nie mam samochodu, ani roweru - poruszam się po mieście autobusem lub pieszo. Do pracy chodzę z kijkami marszem nordyckim.
Od małego uczono mnie, że na przejściu dla pieszych pierwszeństwo ma pieszy. Zresztą kierowca ma obowiązek zawsze ustąpić na drodze czemukolwiek. Zawsze musi być przygotowany na to, że pod koła wyskoczy mu pies, czy wybiegnie dziecko... Trzeba jechać z prędkością... bezpieczną. Lubię to określenie, chociaż ma ono tyle znaczeń, ile tylko ludzi spróbuje je wyjaśnić...

Wracając wczoraj pieszo z pracy zatrzymałam się przy przejściu dla pieszych. Akcja działa się na rondzie. Kierowca jadący swoim pasem, zjeżdżający na prawo zatrzymał się, aby mnie przepuścić. Mając przed sobą wysepkę przed pasem dla samochodów zjeżdżających z ronda idę, skoro mnie przepuszczają. Przystając na wysepce widzę, że kierowca, który chce zjechać właśnie z ronda zatrzymuje się i gestem ręki mnie przepuszcza. Więc idę, bo jeśli nie przejdę to całe rondo będzie stać. Przede mną trochę szersza wysepka rozdzielająca pasy o przeciwnych ruchach jazdy. W daleka coraz wolniejszym tempem podjeżdża samochód, więc pewna, że zdążę przejść zanim kierowca podjedzie wchodzę na przejście. Zostałam obtrąbiona i zwyzywana od gówniarzy. Żałuję tylko, że nie zatrzymałam się mu wtedy przed maską i nie pokazałam palcem znaku "przejście dla pieszych". Następnym razem spiszę rejestrację i zadzwonię na komendę, zapytać jakim prawem na mnie trąbią i mnie wyzywają, gdy przechodzę normalnie przez przejście dla pieszych. Rozumiałabym gdybym pakowała się pod koła pojazdu uprzywilejowanego, ale ten nijak takiego nie przypominał.

Niby pierdoła, ale złość na samą myśl o tym jeszcze we mnie siedzi... 

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Perełki z pracy


Znowu pracuję na kasie. Tym razem w markecie budowlanym.
Dziś już prawie każdy klient musiał odpowiedziec na pytanie, czy ma jakies drobniejsze pieniądze niż 100zł lub 200zł. A na pytanie czy mogą zapłacić kartą połowa twierdzi, że wcale nie ma karty wyrobionej (w mieście gdzie jest 130 tysięcy mieszkańców).
Z jednym klientem wywiązał się dłuższy dialog:

[Ja]: A coś drobniej będzie?
[K]lient: Proszę Pani, ja przyszedłem do sklepu.
[Ja]: Ja wiem, że przyszedł Pan do sklepu, ale to nie znaczy, że nie może Pan mieć drobniejszych pieniędzy i wspomóc kasjerkę.
[K]: Proszę Pani, Pani nie ma prawa pytać czy ja mam drobne! Jak ja jeździłem do Związku Radzieckiego to tam trzeba było mieć wszystko przygotowane, tam nikt o nic nie pytał, tylko jak się nie ma to się nie załatwia.

Tu przyszło mi na myśl, że skoro tak, to ten pan powinien mieć już odliczoną kwotę, za towar, który położył mi na taśmie... Jako, że jeszcze kasa nie była całkiem pusta i miałam czym wydać to dłubałam jak umiałam. W tym czasie, zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć - wzburzył się [P]an, stojący za owym jeżdżącym do Związku klientem.

[P]: My nie jesteśmy w Związku Radzieckim! Jak tak można!? Chcesz to sobie Pan jedź do tego Związku!
[K]: Przepraszam Pana, ale ja rozmawiam z Panią teraz, a nie z Panem.
[Ja]: Żyjemy w innych czasach. Przepraszam, że Pana uraziłam, nie chciałam.
[K]: Nie uraziła mnie Pani. Tylko stwierdzam fakt, że Pani NIE MA PRAWA pytać mnie o to czy mam jakiekolwiek pieniądze.
[P]: Panie, Pan jest nienormalny!

Klient odebrał bardzo drobną resztę i odeszedł od kasy, a mojego wzburzonego "obrońcę" musiałam jeszcze uspokajać, bo nakręcł się coraz bardziej.

wtorek, 19 lipca 2011

Odpowiedź na demota


Drogie Kobiety!
Może wreszcie zaczniecie się szanować i zachowywać jak damy...
A nie damulki...

Wtedy rozróżnicie mężczyznę od faceta...

poniedziałek, 11 lipca 2011

A ja...

... dzisiaj nie mogłam spać, wierciłam się całą noc. Rozbudzona totalnie o 4:00 postanowiłam wstać, zrobić śniadanie do pracy mężowi i szukam inspiracji na kartki urodzinowe :)

PS Nie mam psa.

środa, 6 lipca 2011

"Sexmisja"

Dziś o seks-misji, jednak nie starym polskim filmie, a o obecnej rzeczywistości. Nie mam w domu telewizora i nie oglądam telewizji. Z tego powodu, jeśli wybieram się do kogoś kto ma tv w domu i jest okazja (lub konieczność) oglądania to zerkam co tam mają nowego w menu. (Może mnie czymś zaskoczą i sprawią, że jednak zatęsknię za tym ekranem?) Dziś słuchałam muzyki na pewnym kanale z kablówki. Od czasu do czasu zerkałam na teledyski. Zawsze słucham radia więc obejrzenie teledysków do utworów, które się zna jest ciekawym doświadczeniem, choć nie czułam nigdy potrzeby, by szukać ich w necie... Po obejrzeniu fragmentów niektórych teledysków już mi się przypomniało dlaczego ich nie oglądam. 

Doszłam do wniosku, że twórcy takiej, ujmijmy to, pop-kultury prowadzą sex-misję! Wszędzie pełno seksu. Nikomu nie przeszkadza, że panie w sznurkach zamiast bielizny, nie wspominając o reszcie ubrań, na które chyba zabrakło pieniędzy (!), kręcą dupami przed kamerą, a zbliżenia na biusty są po kilka razy w refrenie. Nikt się nie oburza, że takie teledyski są puszczane w godzinach, kiedy dzieci i młodzież siadają przed tv. "To przecież nic złego, że kobiety tańczą w teledyskach w strojach kąpielowych. Wystarczy pójść na plażę, a tam też będą takie panie. I się im nie zabroni tak ubierać." Ciekawe tylko, która pani tańczy na plaży w sposób podniecający każdego faceta. 

Efektem takiej sex-misji prowadzonej przez wielkie zagraniczne koncerny jest patologia seksualna. Oglądanie golizny, erotyki, pornografii zniekształca, fałszuje obraz wartościowego seksu

niedziela, 3 lipca 2011

Przepis na idealnego Mężczyznę w świetle nałogów/pasji

Zauroczona Długowłosym dałam się podrywać i zdobywać, podsycając od czasu do czasu jego chęci, by nie przestawał. Rozwijały się nasze relacje tak długo, aż urosły do rangi "chodzenia ze sobą", "posiadania Chłopaka/Dziewczyny". Poznawaliśmy się nawzajem - to co lubimy, czego nie lubimy, co nas w ogóle nie interesuje, a co jest dla nas całym światem. 

Dla mojego Długowłosego całym światem były gry komputerowe. Dokładniej te rozgrywki w sieci, razem z innymi realnymi ludźmi. Opowiadał często różne ich przygody walk i potyczek, śmieszne teksty, sytuacje. Dla mnie gry to czarna magia. Nie umiem sterować WSADem i kreci mi się w głowie jak za długo ścigam się w NFSie, bo mój mózg nie nadąża za grafiką... Ale zawsze chętnie słuchałam jego opowieści. Potrafi tak opowiadać, że wiem o co chodzi i co się dzieje. 
Mój Ardis jest zżyty z Komputerem od Pierwszej Komunii Świętej. I jakie ja - kobieta - mam szanse wykorzenić z niego taki, jak to większość ludzi nazwie, nałóg? 

W tym czasie chodzenia ze sobą uznałam granie za jego pasję. Potrafił pogodzić zajmowanie się mną i grę. Chociaż był też czas, kiedy chciałam mieć go tylko dla siebie, chciałam żeby akurat wtedy nie grał, a zajął się mną. Wtedy musiałam podjąć tę poważną decyzję życiową. Zaakceptować te jego gry, które dla jednych są nałogiem, a dla niego pasją i nauczyć się żyć z tym, albo nie zaakceptować i odejść. 
Nie mogłabym go zmusić, by przestał grać. Bo kim ja jestem i jakie mam prawo rządzić życiem drugiego człowieka? Mogę na nie wpływać, ale nie drastycznie zmieniać wg mojego "widzi-mi-się". 

Ardis, pomimo grania, potrafi się mną zająć, wspiera mnie i pomaga, gdy jest taka potrzeba. Rozumie mnie, zmusza do myślenia, rozśmiesza; przy nim czuję się bezpieczna. 
Zaakceptowałam jego nałóg/pasję. I wielokrotnie słyszę z radosnej twarzyczki komplement: "Najlepsza żona na świecie".

To czego nie mogę robić z Ardisem robię sama lub ze znajomymi. Nauczyłam się, jak to mówimy, "zajmować sobą". Dlatego oboje jesteśmy szczęśliwi. Chociaż nasze pasje są różne - akceptujemy je i wspieramy się wzajemnie. Obecnie pasuje nam taki układ. Pewnie nasz świat stanie na głowie, kiedy rodzinka się powiększy, dojdą nowe obowiązki, radości i problemy... Jednak nie tracimy czasu na domysły jak rozwiązać problemy, których jeszcze nie mamy. 

Jestem szczęśliwa, że mam takiego męża, który potrafi się mną odpowiednio zająć i jednocześnie rozwija swoje pasje. 

Apeluję do wszystkich Dziewczyn 
i Żon, których Mężczyźni grają. 

Żeby Wasz Mężczyzna się o Was odpowiednio troszczył, spędzał z Wami odpowiednią ilość czasu w najwyższej jakości - dajcie mu święty spokój! Niech gra! Niech się spotyka ze znajomymi! Niech robi co chce! A kiedy zrobi coś dla Was DOCEŃCIE TO. Chwalcie i wspierajcie. Mężczyźni są jak dzieci. Jeśli ich pochwalisz i docenisz to będą się starać jeszcze bardziej, by szybko zasłużyć na kolejną pochwałę. I nasi Mężczyźni doskonale wiedzą, co nam sprawia radość i przyjemność. O wiele cenniejszy jest podarunek dany od serca niż wymuszony. Spraw więc, by Twój Mężczyzna chętnie spędzał z Tobą czas, chętnie dawał Ci prezenty, chętnie z Tobą wychodził, etc. Nie zmuszaj go do niczego, ale zachęcaj. 
Bądźżesz tą Szyją, która potrafi kręcić Głową! :) 

PS Myślę, że lepiej spędzić z Mężczyzną godzinę mniej w miłej i sympatycznej atmosferze, niż trzy godziny więcej kłócąc się i dąsając, że on mnie nie rozumie, nie docenia, nie troszczy się... Bo on robi co może, żeby było dobrze. Wierz mi. Tylko to zauważ. I naucz się tak jak on - zajmować sobą. Gdy on rozwija swoje pasje - wykorzystaj ten czas dla siebie. Na swoje pasje i zainteresowania. :) Tak to u mnie działa niezawodnie :) A znamy się już prawie 7 lat. 

sobota, 11 czerwca 2011

Tanya i Daniel

Pierwszy punkt programu był o 10:40 w USC. Na dworze gorąco. Park jest usytuowany na wzgórzu, skąd roztacza się między drzewami widok na miasto zalane słońcem. 









Ślub cywilny nie był długi, jak to ślub cywilny. Tylko, jak to w Niemczech - wszystko było po niemiecku i nic z tego ie zrozumiałam... Poza słowami religionen, Daniel katolisien, Tanya ewangelisien. No to zaczęłam się zastanawiać jak będzie wyglądała msza, której nie mogłam się doczekać... Po ślubie życzenia, zdjęcia, gołębie... I upalne słońce. Młoda para korzystała z pogody robiąc zdjęcia w plenerze. A goście czekali na nich cierpliwie, choć w skwarze...

Z tego malowniczego parku udaliśmy się do miejsca, gdzie miało się odbywać wesele. Poczęstowani kanapeczkami i zimnymi napojami oczekiwaliśmy na kolejny punkt programu. O godzinie 13:00 weszliśmy do kościoła. Oczywiście wszystko działo się po niemiecku.
1. Pieśń na wejście
2. Przemowa księdza (w samej albie i stule)
3. Czytanie
4. Melodyjka zagrana na organach.
5. Znowu jakieś czytanie.
6. Kolejna melodyjka.
7. Przemowa księdza, pt. "Libe Tanya, libe Daniel" [wybaczcie mój niemiecki]
8. Piosenka
9. Ślub
10. coś w stylu modlitwy wiernych
11. the end i wielkie zdziwienie Polaków.

Po ceremonii w kościele wróciliśmy na salę. A dokładniej - przed. Młodzi otworzyli bagażnik i zebrali prezenty. Jednak nie było łatwo wejść na salę, bo organizatorzy zrobili im... bramę.

Tanya i Daniel dostali nożyczki i musieli wyciąć serce, aby można było wejść na salę.
Toast, tort, kawa... kakao i... na specjalne zamówienie herbata. To wszystko przed godziną 15:00. I po tym... nic się nie dzieje...

Widzicie koraliki zdobiące stół? Tak do 18:00 się nimi bawiliśmy... O 18:00 podano jedzenie. Wróć. Wyłożono na szwedzki stół, do którego utworzyła się elegancka kolejka. Myślę, że w Polsce zamiast kolejki - sznurka, byłaby kolejka - kulka ;)

Jedzonko pyszne. Zważywszy, że człowiek głodny...
Po jedzeniu dopiero odbył się pierwszy taniec. Zaskakujące było dla mnie, gdy Tanya podbiegła do teścia, a Daniel do teściowej i porwali ich do tańca. Powoli rozkręcała się impreza. Za oknami było coraz ciemniej. Aż w końcu salę rozświetliły kolorowe, dyskotekowe światła. Muzyka także utrzymywana była w dyskotekowych rytmach. Polacy na parkiecie, a Niemcy przy stołach, trzymają szklanice piwa. Tak wygląda niemieckie wesele.
Chociaż trzeba do tego wziąć pewną poprawkę, ponieważ towarzystwo było nie tylko z Niemiec i z Polski. Byli Włosi, Turek, Grecy, Rosjanin... I nie wiem kto jeszcze... W każdym razie towarzystwo zdecydowanie międzynarodowe. A to dzięki Danielowi, mojemu kuzynowi i Tanji, wybrance jego serca.
Cieszę się, że mogłam tam być, spędzić z nimi ten szczególny czas.
Jestem bogatsza o nowe doświadczenia i będę miło wspominać ten weekend.

Młodej Parze, jeszcze raz wszystkiego dobrego!

niedziela, 8 maja 2011

Telefon do Przyjaciela

Każdy człowiek ma taki specjalny "telefon do Przyjaciela". 
Przyjacielem jest Pan Bóg, a telefonem modlitwa. 
Modlitwa to rozmowa, nie monolog. 
Jednak często nie słyszymy Bożych odpowiedzi. 
Ba! Powiem dosadniej - prawie wcale nie słyszymy Bożych odpowiedzi!
Dlatego modlitwa z czasem staje się nudna. Bo po co odmawiać "Ojcze nasz", po co całe te różańce, litanie, koronki? Skoro Bóg się nam nigdy jeszcze nie objawił, nie zrobił dla nas żadnego cudu, a jak o coś prosimy to zazwyczaj dzieje się odwrotnie - inaczej niż chcemy. 

Przyjacielu. Z modlitwą jest jak z rozmową przez telefon. Musisz mieć sprawny sprzęt, żeby się dogadać. W naszych telefonach bardzo często szwankują głośniki. Tak, głośniczek w słuchawce, przez którą mówi do Ciebie Bóg często jest popsuty. Jedynie mikrofony są zawsze sprawne. Bo za mikrofony odpowiedzialny jest Bóg, a za głośniki - my. Głośnikiem, który umożliwia Bogu mówić do nas bezpośrednio jest nasze serce. Chcesz mieć sprawny głośnik, żeby słyszeć Boże odpowiedzi? Idź do spowiedzi! Odpuszczenie grzechów jest właśnie naprawą głośnika. Bóg może przemawiać bezpośrednio tylko do tych, którzy chcą Go słuchać, którzy żyją w łasce uświęcającej. 

Bóg słyszy każdą modlitwę i na każdą odpowiada. Oczywiście On wie lepiej jak rozwiązać nasze problemy, dlatego nie ma się co złościć, gdy o coś prosimy, a dzieje się coś odwrotnego. Bóg wie co robi! Miej zawsze sprawny głośnik, a może Ci wyjaśni dlaczego robi co robi. Pamiętaj o najważniejszym - On Cię kocha i wszystko co robi, jest dla Twojego najwyższego dobra. Każde cierpienie ma sens. Prowadzi do pełni życia!

sobota, 23 kwietnia 2011

Życzenia Wielkanocne

Z okazji Świąt Wielkanocnych, życzę Tobie Panie Jezu wiele cierpliwości do ludzi i nieustannej wiary w nasze dobre serca. Niechaj Twoja łaska nas zawsze w dobrym wspiera i od złego ochrania. Życzę Ci, by ludzie nie widzieli końca drogi w śmierci, ale by patrzyli dalej... W końcu metą naszego życia nie jest własny grób na cmentarzu, ani metą Twojego życia nie był krzyż. Niechaj zawsze pamiętamy, że krzyż jest częścią życia, którego celem jest szczęście wieczne po śmierci. W końcu każdy ma duszę nieśmiertelną... pragnącą miłości, którą tylko Ty możesz dać...

środa, 13 kwietnia 2011

Żmudne poszukiwanie pracy cz. 3.

Rozmowa kwalifikacyjna
czyli bezpośrednie starcie z pracodawcą.
Może powinnam zachować tą wiedzę tylko dla siebie, zwiększając swoje szanse na rozmowie? Albo podzielić się tą wiedzą tylko po uiszczeniu opłaty? W końcu wiedza kosztuje. Wiem jednak, że biednemu zawsze wiatr w oczy wieje. I sama pewnie też będę kiedyś potrzebować wskazówek i pomocy... więc z chęcią napiszę co wiem.

Przed rozmową muszę wiedzieć, po co tam idę, na jakie stanowisko chce się dostać i czego mogą ode mnie oczekiwać. Muszę wiedzieć coś o danej firmie i orientować się w zarobkach. Jeśli będę chcieć zbyt wiele to mogą mnie odrzucić, bo nie mają możliwości aż tyle mi płacić. Jeśli będę chcieć zbyt mało to się ucieszą, bo ich stać, jednak mogą uznać, że czuję się niepewnie i przez to nie przynosić firmie korzyści. Skoro sama tak nisko cenię swoją pracę to mogę też wykonywać pracę takiej jakości. Po co się wysilać za tak małe pieniądze?

Ubiór. Na rozmowę do banku nie idź w dresie! I nie idź w garniaku, pod krawatem na rozmowy w sprawie pracy na budowie. Strój powinien być schludny, czysty, wyprasowany i bez żadnych dziur. Odpowiedni do stanowiska, o które się ubiegasz. Np. na stanowisko kelnerki w dyskotece nie poszłabym tak jak do banku - w białej koszuli, ciemnej garsonce... ale może czarne dżinsy i jakaś elegancka bluzka? Musisz wyczuć, albo popytać w obeznanych branży.
Idź czysty, paznokcie, buty miej wyszorowane.

Oczywiście na rozmowę udajemy się odpowiednio wcześnie. Nie można się spóźnić. A czekanie dwie godziny pod drzwiami też jest złym pomysłem, bo w pierwszej godzinie się nastresujesz, a w drugiej zmęczysz czekaniem i wejdziesz taki wypruty i obojętny... W urzędzie pracy powiedzieli, że optymalny czas tj. pół godziny. A ja bym tu uściśliła. Jeśli nie wiem gdzie dokładnie idę - znam tylko adres i nazwisko rozmówcy i wiem, że przed rozmową muszę znaleźć miejsce i osobę to te 30 minut powinno mi wystarczyć. Jednak jeśli dobrze wiem, że pokój do którego mam się udać znajduje się tam i tam... to po co mam sterczeć pod drzwiami pół godziny? Postoję 10 minut.

Do pokoju wejdź odważnie, zrelaksowany i uśmiechnięty. Byle nie zbyt odważny i nie rozbawiony do łez. Rozmówca zasługuje na szacunek, więc mu go okaż. Na rozmowie pracodawca zawsze pierwszy wyciąga rękę. Jeśli nie poda ci ręki - sam jej nie wyciągaj. Jeśli pracodawca nie powie, że możesz usiąść - stoisz. Ewentualnie grzecznie możesz zapytać, czy możesz usiąść. Gdy już wiesz, że możesz usiąść to siadasz wygodnie, wyprostowany. Nie rozwalasz się jak w fotelu przed tv i nie opierasz łokci o kolana nachylając się i patrząc na ręce pracodawcy. Jemu patrzysz w oczy! A jeśli nie potrafisz, presja jest zbyt silna możesz patrzeć na czubek nosa rozmówcy. Oczywiście jeśli odległośc między wami nie jest zbyt bliska, bo gdyby to zauważył, poczuł by się niekomfortowo... I myślał tylko o tym, czy przypadkiem nie ma brudnego nosa...

Stres zostaw przed drzwiami. Pomyśl też o zajęciu dla dłoni. W stresujących sytuacjach ręce robią różne rzeczy - łamią długopisy, pstrykają palcami, wymachują na wszystkie strony... Najlepiej trzymać w rękach twardą teczkę A4 na dokumenty.


Na koniec pytania, które mogą pojawić się na każdej rozmowie kwalifikacyjnej, niezależnie od branży czy stanowiska. 
1. Proszę powiedzieć coś o sobie.
2. Proszę powiedzieć co wiesz o naszej firmie.
3. W jakich jeszcze firmach poszukujesz pracy i na jakim stanowisku?
4. Co sądzisz o swoim poprzednim/obecnym szefie?
5. Opisz sytuację, kiedy twoja praca była skrytykowana.
6. Co chcesz osiągnąć w naszej firmie czego nie osiągnąłeś w poprzedniej pracy?
7. Mamy bardzo dużo podań na to stanowisko. Dlaczego powinniśmy zatrudnić właśnie ciebie?
8. Czy nie sądzisz, że twoje wykształcenie i doświadczenie zawodowe będą przewyższać kwalifikacje, jakie są wymagane na tym stanowisku?
9. Co jest twoją najsilniejszą stroną?
10. Co uważasz za swoją słabość?
11. Jakie dwie rzeczy chcesz u siebie poprawić?
12. Na jakiej podstawie opierasz swoje przekonanie, że odniesiesz sukces w naszej firmie?
13. Opowiedz o odpowiedzialności związanej ze swoim ostatnim/obecnym zajęciem.
14. Które z obowiązków ostatniej/obecnej pracy wydają ci się trudne?
15. Opisz swój typowy dzień w pracy.
16. Czy zdarza ci się uprzedzać problemy, czy reagujesz dopiero w momencie ich pojawienia się?
17. Jakie korzyści nasza firma może odnieść przyjmując cię do pracy?
18. Czy zdarza ci się tracić nad sobą kontrolę?
19. Jak sobie radzisz w stresujących sytuacjach?
20. Za co krytykował cię ostatni/obecny przełożony?
21. Jak sobie radzisz z dotrzymywaniem terminów?
22. Jakie są twoje największe osiągnięcia?
23. Czego mimo chęci, nie udało ci się zmienić w poprzedniej pracy?
24. Co możesz wnieść w aplikowane stanowisko w odróżnieniu od pozostałych kandydatów?
25. Czy ktoś kiedyś powiedział ci ze jesteś konfliktowy?
26. Na ile jesteś w stanie porozumieć się ze swoim zwierzchnikiem?
27. Jaki stosunek utrzymujesz ze swoimi współpracownikami?
28. Preferujesz pracę pojedynczą, czy zespołową?
29. Wg ciebie, jak inni oceniają twoją pracę?
30. Dlaczego chcesz pracować?
31. Ile chcesz zarabiać?

niedziela, 3 kwietnia 2011

Żmudne poszukiwanie pracy cz. 2.

Dziś opiszę czego dowiedziałam się o listach motywacyjnych i co w takim liście powinno się znaleźć. Sama nazwa "list motywacyjny" jest trochę zgubna. Sugeruje, że mamy opisać co nas motywuje do pracy, dlaczego chcemy pracować. Lepszą nazwą było by "List towarzyszący".

List motywacyjny przydaje się pracodawcy w przypadku, gdy na jedno stanowisko ma kilku kandydatów. To krótkie pismo ma pomóc zdecydować kto się lepiej nadaje do danej pracy. Zdania typu: "Mam trudną sytuację finansową w domu i desperacko szukam pracy, aby zarobić" lub: "Moją motywacją do pracy jest mama, która każe mi się wyprowadzić z domu" raczej nie pomogą.

List motywacyjny to miejsce na swoją reklamę.
Tutaj znajdziesz wzór listu motywacyjnego.
W piśmie tym muszą się znaleźć:
Imię i nazwisko oraz miejsce i data
Adres nadawcy
telefon kontaktowy
e-mail
Do ... (imię, nazwisko i adres odbiorcy)

Wstęp
Autoreklama
Zakończenie
Podpis
Klauzula o danych osobowych

Dane osobowe piszemy po lewej, w prawym górnym rogu musi się znaleźć miejscowość skąd piszemy i data tworzenia listu. Jest to ważne, ponieważ zdarza się, że firma ma wiele oddziałów, nasz list wysłany mailem dociera do siedziby głównej, a nas interesuje praca w małym miasteczku na drugim końcu kraju. Wtedy szybciej list dotrze do osoby odpowiedzialnej za kadry w danym miejscu. Data również ma znaczenie. Może się okazać, że oferta jest już nieaktualna lub do zakończenia rekrutacji zostały jeszcze dwa tygodnie - wtedy odbiorca naszych aplikacji wie co zrobić - wyrzucić, zachować czy przeczytać od razu.

Pod naszymi danymi, mniej więcej na środku strony piszemy odbiorcę, np. Sz. P. Jan Kowalski, dyrektor
Miejskiego Ośrodka Kultury w .... Gdy nie wiemy do kogo zaadresować list pozostawiamy sam adres firmy. "Miejski Ośrodek Kultury w ... "

Następnie zaczyna się już właściwa treść listu. Zaczynamy od: "Szanowny Panie Kowalski". Gdy nie znamy nazwiska osoby odpowiedzialnej za nabór pracowników, piszemy ogólnie "Szanowni Państwo".

We wstępie piszemy konkrety: "W odpowiedzi na ofertę pracy opublikowaną w... dnia... dotyczącą stanowiska... przesyłam swoje dokumenty aplikacyjne." Ta notatka również pozwala "zaszufladkować" - szukamy tego, chcemy robić to.
Po tym wstępie czas na autoreklamę. Można tu wypisać swoje cechy charakteru, pochwalić się dotychczasowymi osiągnięciami i doświadczeniem. Nie chodzi o to, aby przepisać z CV gdzie pracowaliśmy, ale aby określić konkretnie co potrafimy. Np. "Bardzo dobrze jeżdżę samochodem. W poprzedniej firmie rozwoziłem towar do sklepów, a przy każdej okazji zabieram swoim autem rodzinę na wycieczki po całym kraju. Nigdy nie miałem wypadku." Opisałam banalną sytuację, prawie każdy dobrze jeździ i ma własny samochód... a jednak informacja, że przy prawie każdej okazji zabierasz autem rodzinę na wycieczki samochodowe znaczy że: jeździsz po różnych trasach, nie boisz się nowej, nieznanej drogi; jeździsz bezpiecznie, bo jesteś odpowiedzialny za rodzinę, chcesz z nią spędzać czas. Ubiegając się o jakiekolwiek stanowisko, zastanów się czego mogą od ciebie oczekiwać i pochwal się doświadczeniem z życia.
Co ważne - nie pisz o swoich słabych stronach. A jeśli już musisz - napisz je tak, jakby to była zaleta. Przykład? Wyobraź sobie u księgowej taką wadę: "Jestem bardzo dokładna, wszystko muszę mieć dopięte na ostatni guzik; czasem skupiam się na mniej ważnych zadaniach". Dla pracodawcy będzie to zaleta, chociaż pani księgowa chciałaby być mniej drobiazgowa i skupić się na "ważniejszych" sprawach. Szukaj pozytywów :) To jest miejsce na twoją reklamę!
Na koniec zdanie szablonowe, taka formalność... Wpraszasz się na rozmowę kwalifikacyjną, z tym, że pracodawca wyznacza miejsce i czas. "Mam nadzieję, że zainteresowałam Państwa swoją osobą i będę mogła spotkać się z Państwem na rozmowie kwalifikacyjnej" lub "Wierzę, że spełniam Państwa oczekiwania i że będę miała możliwość zdobywania doświadczenie na stanowisku, o które się ubiegam."
Pod listem trzeba się podpisać, a na samym dole również trzeba umieścić klauzulę o danych osobowych, tą samą co na CV. Na liście motywacyjnym wystarczy jeden podpis, nie trzeba podpisywać się ponownie pod klauzulą.

środa, 30 marca 2011

Żmudne poszukiwanie pracy cz. 1.

Wcale nie jest łatwo znaleźć pracę. Gratuluję tym, którzy pracują. Dziś uwiecznię tu informacje, które w szukaniu pracy mogą bardzo pomóc. Nie jest to recepta "jak znaleźć pracę", bo jakby taka recepta była to bym już pracowała... Trzy rzeczy chcę tu omówić. Podzielę materiał na trzy części. 
1. Curriculum Vitae
2. List motywacyjny
3. Rozmowa kwalifikacyjna
To, czym zaraz się podzielę dowiedziałam się w urzędzie pracy na specjalnych zajęciach aktywizacyjnych.

Curriculum Vitae
Czyli innymi słowy życiorys. Tu znajdziesz wzór CV
Co powinno się znaleźć w CV?
Adres
Telefon
e-mail
(data urodzenia)
(stan cywilny)
(obywatelstwo)

Wykształcenie
Doświadczenie zawodowe
Kursy i umiejętności
Zainteresowania
Klauzula o danych osobowych


Adres, telefon i e-mail, aby potencjalny pracodawca miał możliwość odpowiedzieć na nasze zgłoszenie. Wspomnę tu od razu o klauzuli bez której pracodawca nie ma prawa skontaktować się z nami.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w mojej ofercie pracy dla potrzeb niezbędnych do realizacji procesu rekrutacji (zgodnie z Ustawą z dnia 29.08.1997 roku o Ochronie Danych Osobowych; tekst jednolity: Dz. U. z 2002r. Nr 101, poz. 926 ze zm.). 

W przypadku drukowanych dokumentów, pod tą klauzulą należy się podpisać. 
Nie podajemy numeru PESEL, NIP... Należy także wyczuć, czy napisać datę urodzenia i stan cywilny. Data urodzenia może pomóc lub zaszkodzić. Jeśli jesteś młody i starasz się o pracę w młodym zespole to wpisz datę, ale jeśli szukają kogoś z doświadczeniem a zerkną na datę i stwierdzą, że nie miałeś kiedy zdobyć doświadczenia to CV odkładają na bok. Stan cywilny - jeśli mężatka przyzna się już w CV do bycia żoną, to pracodawca pomyśli: "Aha, to za chwilę pójdzie na macierzyński i znowu będę kogoś szukać, weźmy pannę". W innej sytuacji jest mężczyzna z obrączką. Jest postrzegany jako osoba mająca na utrzymaniu rodzinę, co za tym idzie - są szanse, że jest to ktoś odpowiedzialny. (Nie każdy żonaty facet wpadł i ożenił się z przymusu.)
Jeśli masz podwójne obywatelstwo - napisz to. Będzie to sygnał, że znasz dobrze język obcy. 
Wykształcenie i doświadczenie zawodowe wypisujemy od najświeższych danych, czyli co robiliśmy ostatnio. To co było ileś lat temu notujemy niżej... Piszemy daty rozpoczęcia i zakończenia. W dacie uwzględniamy miesiące. Jeśli chwalimy się kursami, musimy mieć dokumenty potwierdzające ukończenie kursu. W przypadku kursów czasowych, należy określić kiedy ważność kursu wygasa. Przy umiejętnościach warto dodać w jakim stopniu coś potrafimy: Bardzo dobra znajomość obsługi komputera - systemu Windows i MS Office. Dobra znajomość programów graficznych: GIMP, Photoshop. 
Kolejny punkt - zainteresowania - wypisujemy prawdę, może się okazać, że akurat pracodawca lubi to samo co my i będzie chciał trochę o tym porozmawiać.
No i na samym dole klauzula, o której pisałam wyżej.
Warto jeszcze pomyśleć o zdjęciu. Dobrze mieć przygotowane dwie wersje: z i bez zdjęcia. Jeśli w ofercie jest wymagane CV ze zdjęciem wtedy nie mamy problemu. Umieszczamy zdjęcie legitymacyjne, paszportowe. Zdjęcia z imprez, wycieczek czy sesji zdjęciowych będą niewątpliwie utrudniać zdobycie pracy. Ale jeśli zdjęcie nie jest wymagane, a my składamy dokumenty kasjerce, panu na bramce, recepcjonistce... i nie bierzemy potwierdzenia odbioru... istnieje ryzyko, że się nie spodobamy tej osobie i nasze dokumenty nie dotrą nawet do osoby odpowiedzialnej za kadry. W przypadku dokumentów bez zdjęcia odbierający nie wie, czy składamy swoje dokumenty, czy tylko dostarczamy czyjeś. A w ogóle to najlepiej zapytać po prostu z kim możemy rozmawiać w sprawie pracy.